A gdyby tak
Wiedzieć że się jest
Na wskroś
Odzywać się
W boskich cudzysłowiach
Na przełaj
Rzucać się
W niespełnionych łanach
Nie odzywać się
Nie wytłumiać się
W szaleństwa spełnieniu
Tak głową się napełnić
Nad każdą chwilą
Nad wielką niewiadomą prostej.
Włożyć się w niebo
Po cichu,
Wetrzeć się w błękit.
Leżąc spozierać
Przez dziurkę
Królestwa zlęknionych.
Wytężyć wzrok,
By nie uciekło
Żadne z nas pragnienie
Następstwa wrażeń.
I tak powoli kończyć
Początki zdarzeń,
By nie dziwić się
Nad kolejnym
Życia skruszeniem.
Kamieniem rzucić
W kłęby chmur,
Napatoczyć się
Na świata skinienie
Pewnego dnia zamknęło się niebo
i ujrzałem świat napuchnięty duchotą wrażeń.
Malowałem cię już wtedy
na każdej korze drzew,
krzywiąc tępe ostrze noża.
Nie wiedziałem, że będziesz;
nie wiem też, czy miniesz.
Przeszłość z impetem splunęła w chmury.
Teraz, tak na wszelkie zło:
zamykam cię w dłoni,
zakrywam cię w pościel skóry.
Nie jest mi wygodnie.
Spod wywłok dziennych wydostaję się, próbuję uporządkować, ale na marne. Na marne staje się powtórzenie poranków, nocy. Czas dzielący przed dwoma czynnościami to zaledwie kilka godzin. Czasem nawet chce mi się kochać. Pląsam wtedy, pawim piórem się stroszę, a potem udaję, że wkładam kapelusz. Nigdy więcej nie dotykam ręki, nie całuję w usta. W usta nie wolno! Odrobina czasu, a potem już tęskne spojrzenie, kiedy kibić gnie się w powietrzu, a pijana głowa budzi się w odmętach sufitu. Przewracam się na bok i tłumaczę sobie przeszłość. Nawracam siebie listami; wiarą, że naprawdę piszę. Używam czasu przeszłego, pisząc o chwilach nieodnalezionych.
Nie jest mi wygodnie.
Maćkowi Kuczyńskiemu (za jego stół)
Zawiesiłem twarz w bezruchu
mnożąc dłonią przestrzeń w szufladzie.
Nie udało mi się pojąć
skąd wzięło się światło,
nie udało się uciec od nocy.
Teraz siedzę
by więcej Ciebie czuć.
Patrzę,
bo coraz mnie mniej
Wyrodny świecie – żegnam cię w westchnieniu, w papierosie , w zdaniu niedokończonym. I teraz myśl kim byłem. Kim byłem zanim powiedziałem, zanim wstałem, bo przecież już sen tak gmatwa się, tak coś zamyka się. Powieka? Majestatycznie otwiera mi drzwi światło, co nie stało się, a może jednak?
Zapytałem : Dlaczego więc byłaś?
- Kim byłam?
Tylko przerzedziłem włos, głos zniżyłem, mówiąc:
- Który to poranek?
- Żaden. Nigdy nie śniłeś o mnie, a ja nigdy nie obnażyłam ci się w Twoim śnie.
Więc jeśli …
To Teraz podnoszę twarz ku słońcu, by wypalić
Wszystkie
Słowa
Wspomnienia
Papierosy
Teraz myśl. Proszę.
Teraz myśl
Które z nas marzy ?
Widział właśnie, że zszedł pierwszy cień. Czasem tak się zdarza, że słońce dopomina się życia. Zawiesił twarz w oknie i wypatrywał niedoszłego snu. Człowiek żaden za nim nie zdarzył się, tylko szum o nim przypominał. Czy szum to człowieczy jednak ? Czy człowiek tak szumi ? Postanowił już dalej nie męczyć powiek bzdurnym zamykaniem i wyszedł na ganek. Ucho nadstawił, nadsłuchiwał świata. Zachciało się być w szumie, więc ubranie ładne wrzuciwszy na siebie - wyniósł do ludzi struchlałe ciało. Ale im bliżej był tym ten ich szum tak zaczął przeszkadzać, że wszystko byle by jakim palcem w głębokie woskowie zatkać. A zbliżając się i mijając pierwsze jednostki człowiecze te palce tak demonstrował, że go ludzie okiem jakimś niegrzecznym witali. Im więcej tych krzywizn tym pyszność jego wzbierała się i język z ust się wychylał. Ucho przytkał słuchawą wielką , by szum ludzki znieść, by od szumu się oddzielić. Muzyka grała głośno, a im szybciej, głośniej tym mniej tego tłumu przed nim było, tym więcej zostawiał te szumowiny za swoimi plecami. Tak biegł w zagubieniu , w hałasie myśli, nie słysząc już ludzi, swoich kroków, trąbień, zamka, klamki, póki nie spostrzegł, że jest znowu w swojej ciszy. Rozebrał się, włożył twarz w okno. Nikogo znów tam nie było